|
Mam na imię Piotr Kosek, jestem uczniem klasy maturalnej XII Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. Mam wiele zainteresował wypływających z dwóch głównych dziedzin: fantastyka oraz komputery. Jeżeli chodzi o to pierwsze to sprawa jest ciekawa i, niestety, mocno pożerająca mój czas wolny. Czytam książki polskich i zagranicznych autorów (z których polecić mogę Ewę Białołęcką, Andrzeja Sapkowskiego, Elizabeth Haydon, Orsona Scotta Carda, oraz Guy Kay Gavriela). Ponadto gram w gry fabularne, lecz jeżeli komuś w tym miejscu skojarzył się Neverwinter Nights, czy Morrowind to jest w błedzie. Prawdziwe gry RPG polegają zupełnie na czym innym, więcej - komputer jest w nich elementem zupełnie zbędnym. Razem z Kilkoma przyjaciółmi spotykamy się w domu, wymyślamy swoje wymarzone postacie ze świata fantasy lub science-fiction. Jeden z nas zostaje Mistrzem Gry i ma za zadanie czuwać nad rozgrywką. Gracze opisują w trzeciej osobie to, co robią ich postacie, zaś Mistrz Gry kreuje otaczający ich świat i wszystkich bohaterów niezależnych (ang. NPC - Non-Player Character). MG odpowiada także za scenariusz, a więc - w naszym wypadku - bogatą i rozbudowaną intrygę, nad której rozwiązaniem będziemy się głowić. ;-) Trzeci obszar zainteresować wypływający z fantastyki to sport. Od trzech lat (choć z roczną przerwą po drodze) uprawiam łucznictwo sportowe, mam na swoim koncie nawet 3 miejsce w miejskim turnieju łuczniczym. Oprócz tego od roku jeżdżę konno, a niedawno poszerzyłem mój arsenał pokrewnych sportów o walkę na miecze u Oporowskich, łódzkim bractwie rycerskim. Druga z gałęzi zainteresowań jest nieco bardziej rozbudowana. Jeżeli chodzi o komputery to pasjonuje mnie przede wszystkim programowanie i gry, oraz połączenie tych dwóch elementów: programowanie gier. Wykonuję też strony internetowe i ludzie mówią, że mam do tego talent. ;-) Strony interetowe robię od dawna, bo od 3 lat (biorąc pod uwagę szybkość starzenia się technologii jest to bardzo dobry wynik). Ponadto od roku programuję w C++ i mam już kilka ukończonych prac (które możesz zobaczyć w folderze "Moje projekty"). Moim marzeniem jest tworzenie w pełni profesjonalnych gier trójwymiarowych. Większość osób sądzi, że jest to zawód pozbawiony przyszłości. Jest to opinia całkowicie mylna - przemysł gier komputerowych rozwija się w niesamowitym tempie. Już teraz, zaledwie po dwudziestu latach od jego początku generuje większy przychód roczny niż przemysł filmowy (przypomnijmy, że ten drugi istnieje już sto lat). Dziewięć miliardów dolarów rocznie to jest suma nad którą warto się zastanowić. ;-) Jeżeli chodzi o tworzenie gier, to pasjonowałem się tym od zawsze. Zanim jeszcze miałem pierwszy komputer, używając prowizorycznych narzędzi: bloku technicznego, długopisu, linijki, nożyczek, wykonywałem rozmaite gry planszowe. Rezultat był na tyle ciekawy, że w 4 klasie szkoły podstawowej zorganizowałem turniej własnych gier planszowych. Było około 10 chętnych i, muszę przyznać, gracze stanęli na wysokości zadania. Finał był bardzo zacięty, a gracze wykorzystywali każdą nadarzającą się sposobność by zdobywać choć chwilową przewagę nad przeciwnikiem. Warto zaznaczyć, że zawsze interesowało mnie tworzenie gier matematycznie sprawiedliwych - w żaden sposób nie chciałem dać żadnemu z graczy choćby i minimalnej przewagi. Z tego powodu plansze, na których toczyła się rozgrywa były idealnie symetryczne wzlędem środka, każdy gracz zaczynał z identycznymi możliwościami i miał równą szansę zdobycia określonych premii i bonusów. Inspirację do gier znajdywałem wszędzie na około. Mógł to być film, który obejrzałem (taki los spotkał film "Titan A.E."), książka, którą przeczytałem, a nawet - uwaga - sen, który mi się przyśnił (!). Jako ciekawostkę podam fakt, że stworzyłem grę RPG nie mając pojęcia, że taki gatunek w ogóle istnienie. Martwił mnie jednak fakt że Lord (moja wersja Mistrza Gry) miał za dużą władzę, której nie mogłem jasnymi zasadami w sensowny sposób ograniczyć - i tym samym gra wykraczała poza moje definicje "sprawiedliwej". Tak więc ten projekt długo nie przeżył. Jest to o tyle ciekawe, iż nie miałem wtedy pojęcia (w ogóle podczas tworzenia gier planszowych nie miałem pojęcia) że istnieją kostki inne niż sześcienne. Zamiast rzucać dwoma sześciennymi, byłoby znacznie łatwiej rzucać jedną dwunastościenną zwłaszcza, iż dawałaby szerszy zasięg wyników (1-12, zamiast 2-12). Moją najbardziej udaną grą planszową (świadczy o tym liczba godzin jakie spędziłem na graniu w nią z rodziną) była gra, którą określiłbym jako TBS (Turn Based Strategy). Ponieważ na urodziny dostałem znakomitą grę planszową "Ryzyko" zawierającą ponad 500 figurek żołnierzyków, postanowiłem wykorzystać je w grze strategicznej osadzonej w świecie S-F. Ponadawałem żołnieżykom okreslone klasy okretów (i tak na przykład piechur był myśliwcem klasy "ślizgacz"), dodałem kilka większych statków wyciętych z kartonu (w sumie osiem) i stworzyłem piękną grę dla czterech graczy maks. Po ponad roku wspólnych rozgrywek wypracowaliśmy całą strategię, a walki o planety i ruchy flot, oraz polowanie na "Statki Matki" przeciwnika ciągnęły się godzinami, choć grający w ogóle tego nie odczuwali. Wiele razy miałem ochotę przełożyć tą grę planszową w świat komputerowy, niestety obecnie nie pamiętam już wszystkich zasad rozgrywki...
|